Shimano Big Baitrunner LC XTB – król jest jeden

Nowy Shimano Big Baitrunner LC XTB – czekałem na ten kołowrotek. Przyznaję, że jego poprzednia edycja niespecjalnie przypadła mi do gustu, nie podobał mi się jej design. Kiedy parę miesięcy temu zobaczyłem nową Ultegrę, wiedziałem już, że i nowy Big Baitrunner może być udaną konstrukcją. Nie spodziewałem się jednak, że będzie aż tak dobrze. Zapraszam na Test Karpmanii.

 

Ci z Was, którzy czytają moje teksty doskonale wiedzą, że jestem fanem marki Shimano od wielu lat. Tak naprawdę łowię na ich wędki i kołowrotki niemalże od zawsze. Kiedyś, w zamierzchłych czasach, przez moje ręce przechodziło wiele przeróżnego sprzętu, aż w końcu któregoś razu zainwestowałem w klasyczne Baitrunnery, a chwilę później w pierwszą odsłonę Big Baitrunnerów. Mam je do dziś i nie zamieniłbym na inne. Tak przynajmniej sądziłem do chwili tego Testu. Znacie takie powiedzenie – nigdy nie mów nigdy?

Kiedy Paweł Karwowski z Shimano Polska zapytał mnie, czy chciałbym przetestować ich nowy kołowrotek, moja odpowiedź mogła być tylko jedna: ależ oczywiście! Wcześniej słyszałem jedynie, że inżynierowie z Shimano pracują nad pewnym klasycznym modelem, jednak nikt nie był w stanie powiedzieć nic konkretnego. Testując w kwietniu tego roku nową Ultegrę, która okazała się być niezwykle udaną konstrukcją, pomyślałem, że jeśli firma pójdzie tą samą drogą może być nieźle. Tydzień po mojej rozmowie z Pawłem, na początku października, w redakcji Karpmanii pojawił się kurier z przesyłką.

Uwielbiam czarny kolor. Nowy „bajtek” jest cały czarny, a zatem jego wygląd od razu przypadł mi do gustu. Unikami przytaczania w Teście suchych danych technicznych, gdyż uważam, iż w żaden sposób nie oddają charakteru sprzętu. Tym razem jednak zrobię wyjątek i sięgnę do specyfikacji producenta, gdyż brzmi naprawdę imponująco. Nowy Big Baitrunner LC XTB posiada zatem odkuwaną na zimno (z jednego kawałka metalu) przekładnię Hagane, ultramocny, łożyskowany napęd X-SHIP, cztery kryte, zabezpieczone antykorozyjnie łożyska S A-RB, a także nawój X Aero Wrap. Jak to wygląda w praktyce? Hmm, ujmę to tak – już podczas kręcenia kołowrotkiem „na sucho” poczułem, że różnica pomiędzy moimi starszymi modelami a nowym sprzętem jest znacząca. Wówczas jeszcze nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo. Czekała mnie jednak weekendowa, jesienna wyprawa na karpie, a to idealny moment, aby przeprowadzić prawdziwe testy polowe.

Zanim stanąłem na brzegu mojej ulubionej wody, musiałem nawinąć na nowego „bajtka” jakąś linkę. Nie przepadam za plecionkami i zawsze, kiedy to tylko możliwe, wybieram żyłkę. Sięgnąłem po preferowaną ostatnio przeze mnie średnicę 0,38 mm, co pozwoliło mi napełnić szpulę nieco ponad 400 metrami. Apropos – w pudełku z kołowrotkiem znajdziecie dwa różnej wielkości pierścienie redukujące na szpulę. Dzięki nim, chcąc nawinąć mniejszą ilość linki (np. plecionki), nie będziecie już musieli tworzyć podkładów. Brawo, bardzo przydatny dodatek. Rozpoczynając proces nawijania żyłki od razu zauważyłem, że układa się ona na szpuli absolutnie perfekcyjnie. Zawsze uważałem, że moje stare Big Baitrunnery „robią robotę” w tym temacie, jednak to, jak żyłka „leży” w nowym modelu to zupełnie inna liga. Ideał – słowo to od razu przyszło mi do głowy. Okazuje się, że dzieje się tak dzięki wspomnianemu wcześniej systemowi X Aero Wrap, połączonemu z wolną oscylacją. Dzięki niemu na jeden cykl oscylacji szpuli przypada aż 40 zwojów linki.

Jesień to moja ulubiona pora roku nad wodą. Jest cicho, klimatycznie, nie ma tłumów. W takich warunkach testowanie sprzętu staje się prawdziwą przyjemnością. Podczas tej wyprawy postanowiłem łowić na trzy kije – dwa z nich uzbroiłem w moje stare, poczciwe „bajtki”, do trzeciej wędki przymocowałem bohatera dzisiejszego testu. Kiedy oddałem pierwszy rzut nowym Big Baitrunnerem LC XTB kompletnie mnie zamurowało. Cholera, nie sądziłem, że aż tak dobrze rzucam… tym bardziej, że dawno tego nie robiłem – przemknęło mi w głowie. Zwinąłem zestaw i raz jeszcze posłałem go w łowisko. Ponownie to samo! Takich testowych rzutów wykonałem w sumie kilkanaście. Nie zamierzam tu spekulować co do osiąganych przeze mnie dystansów, mogę Was jednak zapewnić, że tak daleko nie rzucałem nigdy wcześniej! To właśnie dzięki perfekcyjnemu ułożeniu żyłki oraz specjalnemu kształtowi szpuli naprawdę dalekie dystanse stają się z nowym „bajtkiem” dostępne praktycznie dla każdego. Brzmi jak hasło reklamowe? Być może, ale tak to właśnie wygląda.

Słów kilka muszę poświęcić tzw. kulturze pracy testowanego modelu. Jest absolutnie nienaganna. Zwijanie zestawu staje się prawdziwą przyjemnością. Przyznaję od razu, że wędkarskiego szczęścia podczas tej mocno deszczowej zasiadki zwyczajnie mi zabrakło, a zatem nie miałem okazji przetestować w naturalnych warunkach hamulca Big Baitrunnera LC XTB. Próby na „sucho” dają jednak dobry pogląd na to, jak może się on zachowywać podczas prawdziwego holu. Ponownie użyję tego słowa – perfekcja. Zastosowano tu patent wykorzystywany już od jakiegoś czasu – polega on na tym, iż do odkręcenia lub dokręcenia hamulca potrzebny jest naprawdę niewielki obrót pokrętłem.

Zasad działania tzw. wolnego biegu w magazynie poświęconym łowieniu cyprinusówtłumaczyć wręcz nie wypada, napiszę zatem krótko – w testowanym modelu działa on wzorcowo, a jego regulacja nie budzi najmniejszych zastrzeżeń. Czy mogłoby zresztą być inaczej? Wieloletnia historia wędkarstwa karpiowego kryjąca się pod nazwą baitrunner zobowiązuje.

Najlepsze zostawiłem na koniec. Z pewnością wielu z Was kojarzy, iż dotychczas zakup Big Baitrunnera nierozłącznie związany był z wydaniem kwoty dobrze ponad 1.000 zł. Doskonale pamiętam czasy, kiedy za ów kołowrotek trzeba było zapłacić blisko 1.500 zł. Czy wiecie, ile kosztuje nowy model? 950 zł! Taka cena to więcej niż okazja, to nokaut. Co istotne – do Testu trafił do nas większy model. Shimano ma też w ofercie wersję Medium, za którą zapłacicie jeszcze mniej – około 850 zł.

Pamiętam jak kiedyś, nieżyjący już niestety, kolega znad wody oświadczył mi stanowczo, że – cytuję – na te „kręcioły” to można wraki holować! Uśmiałem się wówczas szczerze, ale wiecie co? Gość miał rację! Te maszyny naprawdę się do tego nadają. Nie mam przy tym najmniejszych wątpliwości, że na pewno poradzą sobie z każdym, nawet największym karpiem.

Na początku wspomniałem, iż nie zamieniłbym swoich starych „bajtków” na żadne inne. Cóż, jednak zamienię – na nowy model. Król jest jeden, a zwie się Shimano Big Baitrunner LC XTB. Nota końcowa może być tylko jedna – pięć gwiazdek.

*****

Test Karpmanii to dział prawdziwych recenzji sprzętu karpiowego. Fachowym i bardzo krytycznym okiem spoglądamy dla Was na wszelkie nowości rynkowe – tylko u nas przeczytacie, co naprawdę warto kupić, a co lepiej omijać szerokim łukiem.

tekst i foto Mariusz Kapuściński

Artykuł pochodzi z Karpmanii nr 4/2017

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *