Między latem a jesienią

Dla większości wędkarzy lato to najprzyjemniejsza część sezonu. Trwają urlopy i w końcu przychodzi długo wyczekiwana chwila na prawdziwą, dłuższą zasiadkę – szczególnie dla tych, którzy w innych porach roku nie mają czasu na wielodniowy pobyt nad wodą

 

Podejścia do życia i karpiowania są jednak różne. O ile dla jednych środek sezonu to czas najbardziej oczekiwany, o tyle dla innych – wręcz przeciwnie. Nie podlega dyskusji, że w czerwcu, lipcu i sierpniu karpie bardzo dobrze żerują, co wcale jednocześnie nie znaczy, że latem łatwo złowić naprawdę dużą rybę. Moim zdaniem szanse na to są wtedy niezbyt duże.

Pomimo, że wciąż jeszcze panuje kalendarzowe lato, w powietrzu czuć już nadchodzącą (na razie małymi krokami) polską, złotą jesień. Bardzo lubię tę porę roku. Cisza i spokój – cóż, to właśnie „moje” klimaty. Dni stają się coraz krótsze, a noce wydają się nigdy nie kończyć. Nad wodami coraz większy spokój. Coraz rzadziej przeszkadzać nam będą przeklęte motorówki, żaglówki, kajaki oraz rowery wodne. Z horyzontu znikną też w końcu – dla mnie chyba najbardziej uciążliwi – miłośnicy letnich kąpieli, ognisk, grillów i plenerowych imprezy. W skrócie rzecz ujmując – skończy się irytujący hałas i nastąpi tak upragniony spokój. Każdy karpiarz wie, co to oznacza. Po prostu – zaczyna się dla nas najlepszy czas. Koniecznie powinniśmy maksymalnie go wykorzystać i dobrze zaplanować najbliższe karpiowe wyprawy. Jeżeli zrobimy to mądrze, może się okazać, że czekają nas najlepsze w roku sesje, a niekiedy może i nawet „zasiadki życia”.

Ruszajmy zatem ochoczo nad wodę i łówmy wielkie okazy. Gwarantuję, że będą to naprawdę niezapomniane chwile – spędzone w ciszy i spokoju, z naturą. Co zatem zrobić, aby nie marnować tego najwspanialszego, wędkarskiego czasu? Jaką taktykę przyjąć, aby nie patrzeć jedynie w wodę, podziwiając piękno otaczającej natury, a holować wspaniałe karpie? Opowiem Wam, jakich metod używać będę w najbliższych miesiącach, aby efekty łowienia były jak najlepsze.

Wybór miejsca

Pamiętacie, że to właśnie źle dobrana taktyka jest najczęstszą przyczyną porażek. Nie warto zwalać winy na pogodę, fazy księżyca lub inne, tym podobne czynniki. Zastanówmy się głębiej, gdzie tkwi przyczyna naszego niepowodzenia. Moim zdaniem najważniejszą sprawą w najbliższym czasie będzie właściwy dobór miejscówki. Dlatego właśnie – zanim zaczniemy łowić – powinniśmy możliwe dobrze poznać wodę.

Na przełomie lata i jesieni staram się wybierać zbiorniki niezbyt duże, ale za to stosunkowo głębokie. Swoje zestawy układam zazwyczaj tam, gdzie ryby chętnie pobierały je w środku sezonu. Z doświadczenia wiem, że woda nie schłodziła się jeszcze na tyle, aby karpie przestały żerować w moich ulubionych, przybrzeżnych miejscówkach. Nadal znajduje się tam na dnie naturalny pokarm. Pamiętajcie jednak, aby – kiedy zaobserwujecie mocny spadek temperatury wody – jeden z zestawów umieścić w głębszym miejscu. Przy brzegu woda szybko się wychładza, w głębszych partiach dłużej zaś pozostanie cieplejsza. Jak z pewnością wiecie, karpie uwielbiają ciepło – czują się wówczas znakomicie i są pobudzone do żerowania.

Musicie również pamiętać, aby – niezależnie od miejsca – zawsze zadbać o precyzyjne ułożenie zestawów w łowisku. Szczególnie teraz jest to bardzo ważne. W płytszych partiach wody na Waszym miejscu skupiłbym się na szukaniu na dnie roślinności, miejsc ze spadającymi do wody liśćmi, itp. Generalnie – na najbardziej klasycznych, karpiowych miejscach, tzw. bankówkach. Wciąż pozostają one dla ryb darmową i naturalną stołówką. W głębszych partiach wody starałbym się z kolei zlokalizować (najlepiej za pomocą echosondy) wszelkie spady lub tzw. półki. Nie od dziś wiadomo, że karpie wprost kochają pobierać pokarm w takich właśnie miejscach.

Moja strategia nęcenia i łowienia

Chcąc odnosić regularne sukcesy w połowie karpi, musimy wiedzieć, jaką strategię nęcenia najkorzystniej przyjąć. Decyzja ta zawsze powinna być uzależniona od miejsca, w którym łowimy. Każda woda, a wręcz konkretna miejscówka jest inna i każdorazowo wymaga indywidualnego podejścia. W pierwszej kolejności należy więc dobrze rozpoznać łowisko, a dopiero później – na podstawie zebranych informacji – dobrać odpowiednią taktykę nęcenia. To właśnie klucz do naszego sukcesu, bądź przyczyna sromotnej porażki.

Pod koniec lata, kiedy karpie mają jeszcze stosunkowo dobry metabolizm, swoje łowienie opieram na szybko pracujących kulkach o smaku protein – Bird Winter Fruit (jak sama nazwa wskazuje, to tzw. zimowy owoc). Ich skład oparty jest na produktach mlecznych i roślinnych. W boilies tych nie znajdziecie żadnych tłuszczów, co z kolei wpływa na szybkość i skuteczność ich podwodnej pracy. Drugi smak, którego chętnie używam, to przyprawiony tuńczyk z brzoskwinią. To kulka, którą stosuje od lat – pracuje bardzo szybko, jej działanie jest niemalże natychmiastowe.

Używany przeze mnie w omawianym okresie rozmiar kulek to standardowe 20 mm. Bazą mojej zanęty są dobrze ugotowane konopie plus drobny pellet rybny o rozmiarze 6 mm. Staram się do tej mieszanki dodać nieco pokrojonych kulek oraz mix do PVA. Całość uatrakcyjniam Liver Boosterem o smaku kulek, na które łowię. Jeżeli chodzi o nęcenie – tak, jak już wcześniej wspomniałem – staram się podawać zanętę bardzo precyzyjnie. W jeden punkt sypię stosunkowo niewielką (jak na ten czas) ilość mieszanki – nie więcej niż około 1 kilograma.

Co z zestawami końcowymi? Dłuższe przypony z miękkiej plecionki będą tu jak najbardziej odpowiednie. Co do haków – każdy z Was ma z pewnością swoich faworytów. Osobiście używam Foxów SCC w numerze 6 – są bardzo ostre i sprawdzają się w praktycznie każdych warunkach. Długość włosa dostosowuję do warunków panujących w łowisku, jednak przeważnie jest to około 1 centymetra, maksymalnie 1,5 centymetra. Najczęściej łowię na bałwanki, gdyż świetnie sprawdzają się na mulistym dnie. Gdy dno jest twarde – stawiam na klasyczną, pojedynczą kulkę tonącą. Na przełomie lata i jesieni chętnie stosuje siatki PVA, które montuję przy zestawie. Jestem wówczas pewien, że układając go w łowisku zanęta jest blisko haczyka i, że nic się nie poplątało.

Pamiętajcie, aby być elastycznym i myślącym łowcą – także inne, niewymienione tu sposoby nęcenia pozwolą Wam złowić niejednego dużego karpia. Dopasujcie się do warunków panujących nad wodą, a wyniki będą murowane.

Zrozumieć karpia

Skuteczne łowienie dużych karpi, szczególnie pod koniec lata i wczesną jesienią, wymaga sporej wiedzy. Znajomość zachowań i zwyczajów ryb w danym łowisku będzie bez wątpienia bardzo pomocna w odniesieniu sukcesu nad wodą. Choć mam świadomość, iż to pojęcie względne – spróbujcie zrozumieć karpie, na które polujecie. Bez tego trudno będzie o ich skuteczną lokalizację, a ewentualny sukces może stać się po prostu dziełem przypadku. Cyprinusy to wyjątkowo inteligentne stworzenia. Obserwujcie wodę, „czytajcie” to, co tam się dzieję, wypatrujcie wszystkiego, cokolwiek zasługuje na chwilę uwagi.

Poza tym – czytajcie fachową prasę (polecam Wam Karpmanię!) i zdobywajcie wiedzę w Internecie. Przeglądając fora internetowe nie bójcie się poprosić o pomoc bardziej doświadczonych kolegów po kiju. Oglądajcie w końcu filmy karpiowe – bywa, że znaczna cześć „tajemnej” wiedzy jest tam podawana na przysłowiowej tacy. Pamiętajcie jednak, że nawet największa ilość informacji nie przyda się Wam, jeżeli umiejętnie nie powiążecie faktów w logiczną całość. Dopiero wówczas Wasze szanse na rekordowe karpie znacząco wzrosną. W tym, wciąż trwającym, sezonie życzę Wam połamania kija na niejednej rybie. Do zobaczenia nad wodą!

tekst i foto Robert Skibowski

Artykuł pochodzi z Karpmanii nr 3/2015

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *