Jeden strzał

Nawiązując do tytułu nie mam oczywiście na myśli żadnego zabijania, a wręcz przeciwnie – połączenie naszej pasji z małym polowaniem. Celem jest naturalnie cyprinus carpio, karabinem wędka, amunicją zaś ziarna, kulki proteinowe i pellety. Tak przygotowani możemy rozpocząć skradanie się za przeciwnikiem, który jest niezwykle przebiegły i doskonale zna pole walki… 

Stalking, czyli zabawa w podchody

W ostatnich latach karpiowanie przechodzi najróżniejsze metamorfozy. Jedną z nich jest łowienie karpi za pomocą jednej wędki, niczym snajper czekający na jeden jedyny, celny strzał – tak właśnie w skrócie można opisać czym jest stalking. Najsłynniejszą postacią, specjalizującą się w podchodach za karpiami jest francuski wędkarz Emmanuel Walt, który na YouTube robi prawdziwą furorę, udostępniając filmiki ze swoich prób przechytrzenia cyprinusów tuż przy brzegu. Dla niektórych taki sposób wędkowania może wydawać się wręcz śmieszny i mało logiczny – bieganie z wędką za karpiem, kamuflowanie się, czekanie w zaroślach bez krzesełka i innych tradycyjnych wygód. Moim zdaniem to jednak w całej tej zabawie jest właśnie najlepsze – próbowanie czegoś zupełnie nowego. W końcu, jeżeli nie mamy brania przez większość dnia, warto zabrać jedną z naszych wędek ze stojaka i obejść łowisko, wypatrując żerujących karpi. Należy tylko odpowiednio do tego się przygotować.

Poligon

Naszym poligonem jest oczywiście woda, musimy jednak pamiętać, aby akwen był przystosowany do zabawy w stalking. Ciężko będzie bowiem popróbować owej metody np. na klasycznych „komercjach” – zazwyczaj mamy tam ściśle wytyczone i wcześniej opłacone miejsce do łowienia. Jeżeli jednak od gospodarza łowiska dostaniemy zgodę na taki sposób wędkowania lub na pobliskich miejscówkach nie będzie sąsiadów, to jak najbardziej również i tam można wytoczyć swoje działa. Ja jednak na pierwsze próby polecam Wam niewielkie zbiorniki PZW – takie, w których jesteśmy pewni, iż pływa kilka karpi i w związku z tym, że będziemy mieli potencjalne możliwości spotkać się z nimi w zatoczkach, trzcinowiskach i zwalonych drzewach, czyli tam, gdzie lubią przebywać najbardziej.

Wybierając miejsce do łowienia z marszu w pierwszej kolejności powinniśmy odbyć krótki spacer wokół zbiornika. Warto zrobić to na dzień lub dwa przed planowanym polowaniem, tak, aby na spokojnie spróbować odnaleźć miejsca blisko brzegu, gdzie karpie często wygrzewają się w ciepłe, letnie dni. Poszukajmy również miejscówek z naturalnym pożywieniem – zwróćmy szczególną uwagę na połamane, częściowo zatopione drzewa bądź inne podwodne przeszkody, które sprawiają, że ryby czują się bezpiecznie.

Aby nasze łowienie było efektywne, a co najważniejsze bezpieczne, sprawdźmy przed rozpoczęciem zasiadki brzegi akwenu – czy są odpowiednio utwardzone i czy mamy wystarczająco dużo miejsca, aby podebrać rybę. Wybierajmy obszary trudno dostępne dla innych wędkarzy, próbujmy miejsc, w których nikt inny nie odważyłby się łowić. To właśnie tam mogą czekać nieodkryte do tej pory skarby wody. Najważniejsze, aby mieć pewność, że ryby są w danym rejonie – nie muszą pływać idealnie w miejscu, w którym zamierzamy łowić. Brak dostępności do stref, w których wcześniej spostrzegliśmy cyprinusy, możemy nadrobić tworzeniem ścieżek zanętowych i obserwacji, czy ryby przemieszczają się za naszym futrem.

Jeżeli nie mamy brania w ciągu dwóch, trzech godzin warto zmienić miejsce – nawet, jeżeli ma to być tylko 15 metrów w jedną lub drugą stronę. Przenieśmy się i przede wszystkim starajmy się być jak najbardziej mobilni. Stalking ma to do siebie, że to nie my czekamy na karpia, lecz on czeka na nas.

Amunicja

Naszą najlepszą bronią będą na początek małe boilies, a szczególnie pop upy o jaskrawych kolorach. Nie zapominajmy również o ziarnach – konserwowa kukurydza, podwieszona jej sztuczną (pływającą) imitacją bądź pianką, to przynęta niezwykle skuteczna, w szczególności, jeżeli wcześniej była dipowana. Kukurydzę moczę w słodkich zalewach (np. brzoskwinia z pieprzem) kilka dni wcześniej, dodatkowo zaś – przed samym łowieniem – korzystam ze spraya, który jeszcze bardziej dopali moją przynętę. Kulki proteinowe polewam glugiem sticky o smaku kryla, później łączę je w różnych kombinacjach z owocowymi pop upami (np. brzoskwinia, ananas lub sticky signature).

Średnice stosowanych przeze mnie kulek nie przekraczają 16 mm – to wprost idealne przynęty na takie szybkie łowienie. Dodatkowo, lekko okrojone boilies szybciej uwalniają swoje aromaty, a tym samym prowokują przeciwnika do brania. Sprawa nęcenia wygląda podobnie – stawiam na małe kuleczki w połączeniu z drobnymi ziarnami typu rzepik i konopie. Całość uzupełniam mikro pelletem i obficie zalewam olejem z kryla i glugiem o tym samym smaku. Tak przygotowana zanęta stworzy idealną podwodną chmurę smakową, która szybko rozniesie swoje aromaty w łowisku. Niekiedy, aby przełamać „śmierdzący” zapach kryla, posypuję swoją zanętę (0,5 kg) cukrem (około 50 gr) i solą (około 30 gr), a wszystko zasypuję jeszcze dodatkowo mlekiem w proszku, które bardzo długo unosi się w toni i znakomicie wabi przy tym karpie.

Kiedy wiem, że będę łowił z podchodu, nie zabieram dużej ilości zanęty – 1 kg w zupełności wystarczy. Zawsze mam też ze sobą przygotowane wcześniej małe woreczki PVA, wypełnione mikro pelletem oraz stick mixami (np. activ mix i powder mix o smaku kryla). Aby przypon idealnie ułożył się na każdym rodzaju dna, nie dziurawię woreczka. Zaklejając woreczek PVA staram się, aby pozostało w nim nieco powietrza – dzięki temu, po opuszczeniu zestawu na dno, będzie on przez chwilę unosił przypon i rozpuszczając się delikatnie osadzi go na dnie.

Zestaw snajperski

Do łowienia z marszu niezbędne są właściwe wędziska. Powinny być raczej krótkie i o odpowiedniej krzywej ugięcia – kije od 2,5 do 3 funtów i długości 3,60 m (lub nawet krótsze) będą do stalkingu idealne. Dlaczego długość wędki odgrywa tu tak istotną rolę? To proste – w tej metodzie połowu musimy mieć możliwość jak najszybszej reakcji po braniu, a odpowiednio krótszy kij, w czasie holu wśród nisko opadających drzew, sprawdzi się idealnie. Walka z rybą w takich warunkach jest niekiedy naprawdę trudna, dlatego, aby nasza zasiadka zakończyła się sukcesem w postaci karpia na macie, podczas holowania powinniśmy zachować spokój i zimną krew.

Generalnie cały sprzęt na wyprawy takiego typu warto ograniczyć do niezbędnego minimum: małe wiaderko z zanętą, wędka, mata, podbierak, kilka rezerwowych zestawów i ciężarków to zestaw optymalny. Nie zabierajmy ze sobą dodatkowych toreb, bagaży, itp. – mobilność to w tym przypadku podstawa. Targanie „tony” zbędnych klamotów spowoduje tylko i wyłącznie niepotrzebne zmęczenie oraz nerwy podczas przedzierania się przez nadbrzeżne zarośla i krzaki.

Łowiąc blisko brzegu używajmy jak najlżejszych ciężarków. Obciążenie rzędu od 20 do 50 gram będzie idealne. W stalkingu trudno mówić o klasycznym samozacięciu – aby karp był prawidłowo zapięty, po braniu najważniejsza jest nasza czujność i właściwa reakcja. Jeśli chodzi o przypony – nie stosuję tu żadnych specyficznych rozwiązań. Uważam, że przynajmniej na początku najkorzystniej używać tych montaży, które po prostu najlepiej się nam się sprawdzają w klasycznym łowieniu. Wychodzę z założenia, że w pierwszej kolejności chcę poeksperymentować z nową dla mnie metodą połowu, a dopiero później pokombinować z być może lepszym do niej przyponem.

Jedynym patentem, jaki warto wypróbować łowiąc tuż przy brzegu, to zastosowanie zestawu bez ciężarka. Tak, dobrze przeczytaliście – bez ciężarka! Wystarczy pływający fluorocarbon o długości od 0,5 do 1 metra i nałożony bezpośrednio na hak kawałek skórki od chleba lub pływającej pianki. Żartobliwie nazywam taką „bezwłosową” metodę „tanią” odmianą Zig Riga. Oczywiście przy takim łowieniu nie zarzucimy zestawu zbyt daleko, ale skoro polujemy na karpia, który przemieszcza się tuż pod naszymi stopami, to możliwości takiej konfiguracji sprzętowej są wystarczające.

Na koniec sprawa kluczowa – podstawa w stalkingu to absolutna cisza i spokój, jaki zawsze musimy zachować siedząc przyczajeni w krzakach. Zapomnijmy o raptownych ruchach, odbieraniu telefonu, rozmowach, itp. Adrenalina towarzysząca takiemu łowieniu jest wprost nieziemska. Wyobraźcie sobie Wasz zestaw spoczywający na dnie, oddalony zaledwie dwa, trzy metry od wędki. Pomyślcie o przepływających nieopodal karpiach… Zapewniam, że będziecie wówczas myśleć tylko o jednym: no bierz! Nie zapomnijcie w końcu o odpowiednim ubiorze. Jasne ciuchy zdecydowanie odpadają – musimy być jak najbardziej „wtopieni” w otaczającą nas przyrodę. Stawiamy więc na ciemne ubrania i delikatny kamuflaż – to właśnie to, czego potrzebujemy, aby przechytrzyć przeciwnika. Cel-pal!

tekst i foto Karol Błażyca

Artykuł pochodzi z Karpmanii nr 3/2015

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *