20+ Matiego z dzikiej wody

Mateusz Pilarz przysłał do naszej redakcji fascynującą opowieść o pewnej dzikiej wodzie i wielkim karpiu… Oto jego relacja. 

Tą wodą interesowałem się już w 2017 roku. Po kilkunastu obserwacjach zbiornika postanowiłem spróbować tam swoich sił w sezonie 2018. Na pierwszą trzydniową zasiadkę wybrałem się w połowie maja. Wytypowałem kilka ciekawych miejscówek, które delikatnie nęciłem. Niestety, wyprawa zakończyła się bez „pika”.

Nad wodę wracam dwa tygodnie później. Scenariusz się powtarza i kolejne dwie doby nie mam jakiegokolwiek brania. Po raz kolejny próbuję swoich sił na początku lipca. A przede mną następne trzy długie doby łowienia. W pierwszą noc tej zasiadki mam pierwsze branie i…. niestety, to tylko leszcz. Kolejna porażka, ale ja nie odpuszczam i trzymam się swojego planu.

Jest sierpień i kolejne dwa dni, które kończę bez jakiegokolwiek ruchu swingerów. Była to już dziesiąta doba na tej wodzie bez brania. W końcu w kalendarzu pojawił się wrzesień. Jesień to moja ulubiona pora roku jeżeli chodzi o karpiowe zasiadki. Nie mogłem odpuścić i wygospodarowałem czas na kolejne dwudniowe łowienie. Po dotarciu nad wodę postanowiłem w pierwszej kolejności mocno zasypać. Do nęcenia lubię używać mieszanki ziaren, które uzupełniam grubszą frakcją, czyli całymi oraz pokruszonymi kulkami. Dodaję również kilka garści drobnego pelletu, po czym całość zalewam swoim ulubionym liquidem z Krilla. Jako przynęty użyłem obkrojonych 20 mm kulek The Krill.

Wczesnym południem oba zestawy lądują w wodzie, a mnie pozostaje czekać na to jedno wymarzone branie. Do godziny 21 siedzę na fotelu wpatrując się taflę wody. Przed 23 ze śpiwora wyciąga mnie głośny dźwięk sygnalizatora lewej wędki. Dźwigam kij do góry i od razu czuje że na drugim końcu zestawu mam sporą rybę. Podczas holu czuję jak żyłka ociera się o podwodne zawady. Bez zastanawiania wskakuje w ponton i robię swoje. Ryba ostro walczy i mocno trzyma się dna. Po 20 minutach holu po raz pierwszy ją widzę – jest naprawdę wielka! Mija kolejne 15 minut emocjonującego holu i udaje mi się wylądować karpia w podbieraku. Płynąc do brzegu nadal nie wierzę, że mam w siatce wielki okaz, który najprawdopodobniej przekroczył magiczną granicę 20+.

Wkładam rybę ostrożnie do worka – tam spokojnie poczeka na poranną sesje zdjęciową oraz ważenie. Kładę się spać i próbuje zasnąć. Nad ranem zjawia się mój kolega, który dopiero zaczyna swoją przygodę z karpiowaniem i pomaga mi przy ważeniu oraz fotografowaniu ryby.

W sumie nad „moją” wodą spędziłem jedenaście pełnych dni łowienia, ale dopiero podczas ostatniej doby udało mi się położyć na macie przepięknego, ponad 22 kilogramowego dzikiego karpia. Ta ryba cieszy mnie najbardziej ze wszystkich które dotychczas złowiłem. Na koniec dodam jeszcze tylko – pamiętajcie, aby nigdy się nie poddawać i nie odpuszczać, a prędzej czy później Wasz trud i czas zostanie wynagrodzony. Do zobaczenia nad wodą! Z karpiowymi pozdrowieniami Mati.

Jeśli chciałbyś/chciałabyś poinformować nas o ważnym wydarzeniu, pisz na adres: redakcja@karpmania.com

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *